Nowy odcinek „Uwięzionego w Serze”

jest dostępny tu. Jak zwykle zawiera on też wszystkie poprzednie „odcinki”. Nowa część zaczyna się od tytułu „Pamiętnik egoteisty” na stronie 99.

Na zachętę poniżej podaję parę fragmentów z „nowego odcinka”:

I powiem Ci jeszcze jedno: Bóg nie ma litości. Nie ma litości, ponieważ ma litość i litość nakazuje! Spójrz dookoła! Jakże wiele jest ludzi, którym nigdy nie odpłacimy za to, co nam wyświadczyli, wobec których nigdy nie będzemy kwita, nigdy nie będziemy z nimi równi, lecz zawsze niżej, zawsze coś zawdzięczający, zawsze jako dzieci, niewolnicy, słudzy! Jeżeli chcesz móc pomiatać człowiekiem, wyświadcz mu dobro, za które nie będzie w stanie się odpłacić, a wtedy nie ośmieli się nawet pisnąć. Badź wobec niego dobry i litościwy, miłosierny i wyrozumiały, nic nie żądaj, a wszystko dawaj, a wtedy…Ach, czy już widzisz tę złotą klatkę, te okropne więzy, kajdany daru, oplatające zewsząd macki bezinteresownej miłości, poświęcenia, które jak pajęczyna duszą Cię i nie pozwalają Ci swobodnie oddychać? Och, jak chciałbym być z kimś na równi! Jak chciałbym ze wszystkimi załatwiać tylko interesy, niech ja nie będę nikomu nic dłużny, ani nikt niech nie będzie miał wobec mnie długu, niech wymieniamy się swobodnie i według chęci, nie będąc przymuszani przez palącą ofiarność i zawstydzające miłosierdzie!”

Ach, co za poniżenie! Co za rywalizacja, konkurs poniżenia! Musimy umywać nogi tym, którzy dali nam ręce, którymi możemy to czynić, lecz oni nie pozwolą nam umyć nóg, nie, nie, oni życie za nas dadzą!

Czy nigdy nie możemy być w normalnych relacjach? Czy musimy ciągle wszystkim dookoła dawać fory, jak fory daje się dzieciom w szachach? Czy musimy wszystkim dookoła służyć, nie oczekując rzekomo niczego w zamian? Czy musimy ciągle wszystkich poniżać swoim poświęceniem, oddaniem, ofiarnością, a na koniec miłosierdziem i miłością?
Czy nie widzisz jak jesteś poniżany, niewolony przez wszystkim dookoła? Czy nie widzisz tego, że wszyscy traktują Cię jak dziecko, a Ty starasz się im odpłacić tym samym, ale są tacy, wobec których jest to niemożliwe? Czy nie widzisz, że wszyscy ciągle dają Ci fory, tak jakbyś był dzieckiem, któremu trzeba pobłażać, jakbyś niegodny był tego, aby Cię potraktować normalnie, na równi…

Czy nie widzisz, jak wszyscy dookoła wywyższają się wiekiem? Nikt nie traktuje poważnie młodszych od siebie, wszyscy traktują ich jak niepełnosprawnych umysłowo, jak wariatów, jak dzieci. „Tak, oczywiście, zobaczymy”, „Tak, ja też tak kiedyś myślałem”. Ta ciągła rywalizacja! „Matura to nic, zobaczysz co to studia”, „Studia to nic, zobaczysz co to praca”, „Praca to nic, zobaczysz co to starość”. Gdyby umarli mogli do nas przemówić, zapewne powiedzieliby: „Starość to nic, zobaczysz co to śmierć”. Co za wieczne poniżanie innych! Co za wieczne wywyższanie się, co za pycha, a wszystko w atmosferze jakże luźnej, swobodnej i niewinnej. Pokazywanie człowiekowi, gdzie jego miejsce w sposób na pozór delikatny i subtelny, a jednak, a może przez to właśnie, tak bolesny i nie do zniesienia. Ciągłe poniżanie. Ciągłe szyderstwo. Ciągłe wyśmiewanie i pobłażanie. A jakby tego było mało – ciągłe służenie, przebaczanie, bezinteresowność i poświęcenie. I oczywiście bez żądania niczego w zamian, bo „to wszystko z miłości”. To nazywacie miłością?”

Jesteś nowy. Nowy w życiu. Nowy w rodzinie. Nowy w dzieciństwie. Nowy w świecie, który musisz poznać. Nowy w pisaniu, czytaniu, chodzeniu. Nowy w szkole. Nowy wśród kolegów. Nowy na egzaminie. Nowy na studiach. Nowy na praktykach. Nowy w pracy. Nowy w zawodzie. Nowy w piciu. Nowy w prowadzeniu samochodu. Nowy w uczeniu się. Nowy w bawieniu się. Nowy w relacjach międzyludzkich. Nowy w zakochaniu. Nowy w narzeczeństwie. Nowy w małżeństwie. Nowy w rodzicielstwie. Nowa w macierzyństwie i nowy w ojcostwie. Nowy w byciu mężem i nowa w byciu żoną. Nowy w kapłaństwie. Nowy w zakonie. Nowy w każdym kolejnym roku życia, w każdym okresie życia, w który wchodzisz. Nowy w starości. Nowy na emeryturze. Nowy w byciu dziadkiem. Nowa w byciu babcią. A kiedy w końcu tak się zestarzejesz, że będzie Ci się wydawać, że w końcu jesteś dojrzały, to okaże się, że jesteś nowy w nowym świecie, który się zmienił. Nowy w nowych technologiach. Nowy w nowych obyczajach. Nowy w nowej wiedzy, której nie znałeś. I tak w całej swojej starości okażesz się wciąż niemowlakiem, w całej swej dojrzałości pozostaniesz dzieckiem. Zawsze niższym. Zawsze niedojrzałym. Zawsze poniżanym swoim nowicjuszostwem, swoją młodością, swoją pupą, swoim smarkaczem. I jedyne co Ci pozostaje, to poniżanie innych tak, jak Ty byłeś poniżany. Bo są młodsi od Ciebie. Bo są mniej doświadczeni. Coś już przeszedłeś.

Albowiem życie jest nieustanną drogą od bycia poniżanym do poniżania, jest przechodzeniem ze stanowiska poniżanego na stanowisko poniżającego, nieustannym wspinaniem się na kolejne szczyty tylko dlatego, że siedzi na nich stado Dojrzałych, których szyderczego śmiechu rozbrzmiewającego wśród skał nie możesz już wytrzymać, których pełnych politowania i zrozumienia spojrzeń nie możesz już znieść i dlatego musisz ciągle przeć na przód, aby im pokazać, aby sobie nie myśleli, aby poznać, doświadczyć, zrównać się z nimi, żeby już nie być dzieckiem, nie być młodzieńcem, nie być smarkaczem, aby w końcu być Dojrzałym, którego traktuje się poważnie!

Lecz ci Dojrzali sami są niedojrzali wobec tych na wyższych szczytach, więc i oni nieustannie uciekają, prąc do przodu bez celu, popędzani, przymuszani do wspinaczki tym samym śmiechem szyderstwa, uśmiechem doświadczenia, politowania i zrozumienia, tymi samymi nieznośnymi forami i tolerancją nie do wytrzymania. I tak aż do śmierci. I jedyne co możesz zrobić w drodze między kolejnymi szczytami, to odwrócić się i popatrzeć w dół, za siebie. To są jedyne chwile przyjemności, kiedy z wysokości swego szczytu patrzysz do tyłu. Patrzysz i śmiejesz się szyderczo i uśmiechasz się z politowaniem, z tą cudowną wyższością wieku, doświadczenia i przeżycia, bezlitośnie chłoszczesz młodych, smarkaczy, te bachory, niemowlęta, tych, co się nie znają, o tak, bezlitośnie chłoszczesz ich swoją wyższością, która jest faktem i na którą dlatego właśnie nic nie mogą poradzić. Okrutnie przeszywasz ich mieczem swego szyderstwa, swego politowania, swego zrozumienia.

Jednak te cudowne chwile nie trwają długo, gdyż zaraz znów dociera do Ciebie śmiech tych wyżej, którzy krzyczą: „Hej, Ty tam na dole! Co ty niby wiesz o życiu, co? Co Ty tam widzisz z poziomu swojej małej góreczki, tego marnego pagóreczka, co ledwo od ziemi odstaje? Jak dojdziesz tu, gdzie ja jestem, to dopiero zobaczysz! Wtedy zrozumiesz, tak! Ja też myślałem tak jak Ty, gdy byłem na tej Twojej śmiesznej góreczce, tak, tak, nie myśl sobie, ja to rozumiem!”.

Podstawowa relacja międzyludzka – poniżanie i bycie poniżanym. Wyśmiewanie i bycie wyśmiewanym.”

Życzę przyjemnej lektury (choć może nie jest to w tym przypadku do końca właściwe słowo…).

4 myśli nt. „Nowy odcinek „Uwięzionego w Serze”

  1. no, no… kolejny długo oczekiwany odcinek… banzai!…
    faktycznie „lektura” nie zawsze jest właściwym słowem… o ile lektura „brajlem” to jeszcze jest lektura, jednak w przypadku audiobooka pojawiają się wątpliwości… jeszcze większe są, gdy /tak jak w lemowskiej bajce o Elektorybałcie/ informacja liryczna przekazana jest na migi…
    a ser?… no cóż, któż czyta i słucha ser?… ser się ogląda, wącha i smakuje… lektura jest tylko podczas percepowania etykietki, metki i paragonu…
    pozdrawiać jzns :)…

    • p.s. ser komunikujący się na migi… to jest dopiero koncepcja!… mówiące piwo Oramusa /”Senni zwycięzcy”/ może się schować przy takim serze…

    • Akurat moje wątpliwości dotyczyły słowa „przyjemna”, a nie słowa „lektura”, ale miło czytać, że „ser się ogląda, wącha i smakuje”. Miło się też dowiedzieć, że ktoś czeka na nowe „odcinki” „Uwięzionego”.

      • czy czekam, to również nie jestem pewien, czy to jest właściwe słowo… bo w sumie o tym, czy czekam dowiaduję się tylko w chwili, gdy ukaże się nowy odcinek… między odcinkami w ogóle sobie tym nie zawracam głowy… pytanie brzmi, czy można czekać nieświadomie, czy potrzeba do tego świadomości czekania?… niekoniecznie nieustannie, ale tak co jakiś czas sobie uświadomić: „no tak, czekam”…
        generalnie to samo słowo, czasownik „czekać” jest bardzo ciekawe… trochę to przypomina pewien stary kawał o dwóch ludziach uwiezionych… nie, nie w serze, ale w więzieniu lub areszcie… jeden chodzi po celi, a drugi pyta:
        - czy ty myślisz, że jak chodzisz, to nie siedzisz?…
        tu na biegu wymyśliłem odpowiedź tego pierwszego:
        - ja tylko czekam na chwilę, gdy wyjdę, wtedy dopiero sobie posiedzę…

        za to w nowym odcinku podoba mi się fragment, akapit zaczynający się od „Jesteś nowy”… powstał mi w głowie taki obraz, gdy stoi stulatek przed lustrem /może też siedzieć zresztą/ w dniu swoich urodzin i mówi do siebie:
        - jestem nowym stulatkiem… ciekawe, czy za rok będę nowym stujedenlatkiem, nowym nieboszczykiem, czy starym nieboszczykiem?…
        p.jzns :)…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>